środa, 26 września 2007

auć jak boli

Genowefa weszła dziś do biura z bardzo kwaśną miną. Ku memu zdziwieniu nie zaczęła robić śniadania. Usiadła przy biurku z kubkiem gorącej herbaty. "Oh, jak mnie w nocy ząb bolał" powiedziała. Podniosłam wzrok na nią starając się wyrazić współczucie. Genowefa, pełna bólu wyszła na papierosa. Po powrocie, nim usiadła przy biurku, cztery razy udało się jej powiedzieć "ale w nocy ząb mnie bolał". Siedziała chwilkę zadumana. Sięgnęła po słuchawke telefonu i zaczęła wykręcać numer do dentysty. Cóż za niefortunny zbieg okoliczności, że w pobliskiej przychodni dentysta akurat przebywa na urlopie. Jednak Genowefa nie zrezygnowała i z uporem maniaka wydzwaniała pod wszelkie możliwe numery telefonów jakie znała (a zna ich sporo, widać, że kobieta jest obrotna i ma dobrą pamięć, kto inny zapamiętałby sześć numerów różnych przychodni?). O 10:50, kiedy to wróciła z kolejnego papierosa, ubrała się oznajmiając, że postara się wrócić jak najszybciej. Genowefa udała się do stomatologa.

Zastanawiam się tylko jak to się ma do wczorajszego dnia. Otóż pod koniec mojej pracy, kiedy to juz powinnam zbliżać się do przystanku autobusowego, w 20ej minucie moich nadgodzin Genowefa udała się na papierosa (skoro Justyna jeszcze jest to pójdę zapalić). Nie przeszkadzało mi to ponieważ miałam do zrobienia korektę do faktury a w naszym rewelacyjnym programie to zajmuje trochę więcej czasu. Kiedy wróciła z papierosa (30min po planowym, moim, wyjściu z pracy) powiedziała coś co zaparło mi dech w piersiach... "tak dzisiaj dużo pracy, już mi się dziś nie chce pracować". Współczuję Genowefie, to przykre kiedy z nadmiaru pracy boli ząb.

wtorek, 25 września 2007

powrót z L4

Nie było mnie tydzień. Jakże ja tęskniłam za Genowefą. Odliczałam czas do jej przyjścia. Im bliżej było 10 tym bardziej się niecierpliwiłam. 9:55 otworzyły się drzwi działu handlowego, już miałam wstać z wrażenia... ale to tylko Anna wróciła z badań. Wyczekiwałam nadal ciesząc się, że moje biurko stoi na wprost drzwi. 10:05 serce me przepełniła radość. Kiwając się jak zawsze (nie wiem, czy to nie jest nieme poparcie dla PiS, ona naprawdę chodzi jak kaczka kiwając się z boku na bok) weszła Genowefa.

Uprzejmie zapytała o moje zdrowie. Oraz czy się wyleżałam. No cóż... nie wspomniałam o rewelacyjnym wypadzie ze znajomymi, spacerach i totalnym lenieniu się przed laptopem ;)

Genowefa wyciągnęła śniadanie. Powoli, jak zawsze nie spiesząc się. Po opróżnieniu reklamówki z jedzeniem wyszła na papierosa. Nie zajęło jej to więcej jak 10min (czas w normie). Wróciła, zaparzyła herbatę i przystąpiła do konsumpcji. Dziś na śniadanie kanapki i sałatka z pomidora. Oczywiście wszystko świeże, robione na miejscu.

Dziś II zmiana. Genowefa zapewne powzdycha przez kilka godzin. Przejmie się kilka razy. Sądzę, że dziś będzie miała całe 3 godziny pracy. Zastanawiam się co robić będzie przez pozostałe 5 ;)