piątek, 30 listopada 2007

come back

Genowefa wróciła z L4 z nową fryzurą. Jak się później dowiedziałam, specjalnie, żeby ładnie wyglądać przed przyszłych teściów swojego syna. Wprawdzie będą się poznawać za jakiś czas ale fryzurę warto już było zrobić.
Pojawił się standardowy zestaw odpowiedzi na pytania Genowefy... jak zawsze moja odpowiedź brzmiała "nie wiem". Ale pytała (o dziwo) również o rzeczy związane z pracą i na te pytania umiałam jej odpowiedzieć.
Prawie na koniec pracy Dorota wychodząc z palarni rzuciła do mnie "Wiesia się do mnie nie odzywa bo ja do niej też nie" :D

środa, 21 listopada 2007

L4

Córka Genowefy rozchorowała się i dostała zwolnienie lekarskie, co za tym idzie Genowefa również. Cały tydzień, do środy włącznie jej nie będzie. Znowu zaryzykuję stwierdzenie, że przedłuży L4 aby nie pojawić się na inwentaryzacji, która będzie w piątek ;)

wtorek, 20 listopada 2007

make-up, make-down

Genowefa powaliła dziś wszystkich przychodząc w pełnym makijażu. Różowa czapka dodawała jej dziewczęcego uroku. Ponieważ gdy weszła w biurze byłam tylko ja, nie omieszkałam zachwycić się jej wyglądem. Wyszło na to, że jestem bardzo spostrzegawcza. No cóż... nic nie umknie mojej uwadze a już na pewno czarna kredka rozmazana dookoła oka. Dowiedziałam się też, że ja codziennie wyglądam ładnie bo zawsze się maluję. Głupio było mi zwrócić uwagę, że tak nie jest więc jak większość takich wypowiedzi skomentowałam to uśmiechem nr 5 i totalnym milczeniem.

czwartek, 15 listopada 2007

laczki, obowiązki i nowa książka telefoniczna

Wczoraj odbyło się zebranie naszego działu z szefową. Przed zebraniem natomiast uzgadniałyśmy urlopy do końca roku. Od razu dostałam wolne od 22. listopada do końca roku. To bardzo oburzyło Genowefę ponieważ ona nigdy nie dostała wolnego na święta. Tym bardziej, że ona ma do "obsłużenia" aż 6 osób (pominę, że w skład wchodzą jej dzieci, mąż, ona i jej ojciec). Ja zawsze pomagałam swojej mamie, wigilia w poniedziałek po weekendzie... ale ja rozumiem, że 6 osób to dużo, ona sama... ja wszystko rozumiem^^
Ktoś głośno zapytał, czyje buty zostawiają ślady na linoleum w biurze. Nie ukrywałam, że to moje glany. I w tym momencie Genowefa się oburzyła. Bo sprzątaczki się do niej skarżą. Bo powinnam sobie kupić laczki do pracy. Gdy już miałam dość wykładu Genowefy powiedziałam, że prędzej sama będę czyścić podłogę niż zmienię obuwie.
Zebranie. Cudny wykład szefowej i... podział obowiązków. Ponieważ znam najlepiej program komputerowy, zostałam poproszona o udzielanie pomocy koleżankom z biura jeśli nie będą umiały same czegoś zrobić. Szkoda mi Genowefy. Teraz zamiast wychodzić na papierosa w takich sytuacjach, będzie zmuszona słuchać moich wskazówek aby samej następnym razem to zrobić.
Genowefa "dostała w prezencie" kontrolę płatności i windykację. Oczywiście, gdy tylko usłyszała to od razu powiedziała "ale szefowa, to się nie da". Nie żeby miała jakieś argumenty, po prostu... ona zawsze ma dużo pracy i obowiązków.
Dziś sekretarka (i kadrowa w jednym) przyniosła nową branżową książkę telefoniczną. Genowefa tuż po kolejnym śniadaniu i kolejnym papierosie usiadła przy biurku oglądając uważnie prawie każdą stronę. Zatrzymała się dłużej przy literce "L" (jak Lekarze) głośno przypominając sobie o tym, że powinna iść do dentysty. I przyznaję jej rację, była ostatnio u wielu specjalistów ale nie u dentysty.

wtorek, 13 listopada 2007

szybki news

Genowefa pracowała nad treścią e-maila do informatyka całe 30min. Oczywiście na kartce formatu A4 pisząc jasnoniebieskim cienkopisem. Stanęła za moimi plecami z ową kartką w ręce i słowami "masz tu napisz mejla". Nawet się nie obróciłam kiedy odpowiadałam jej, że mam inne zajęcie.
Genowefa zniknęła. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam ją siedzącą przy biurku Doroty i dyktującą jej treść z kartki. Kolejne 30min.
Teraz Genowefa ma 15min do wyjścia. Oczywiście sprzątnęła z biurka i... czeka aż zegarek wskaże 13:45.

poniedziałek, 12 listopada 2007

a już myślałam, że będzie spokojnie...

Wróciłam w kilkudniowego urlopu i od razu zostałam rzucona w wir analiz "na wczoraj" i nadrabiania zaległości w dokumentach. Genowefa bardzo mi w tym pomagała.
Najpierw analizy. Genowefa stała mi za plecami i patrzyła "jak to ładnie wychodzi". Mniemam, że chciała wiedzieć jak się owe analizy wykonuje aczkolwiek patrząc przez pryzmat inwentaryzacji wątpię aby pamiętała cokolwiek gdy już usiadła przy swoim biurku.
Następnie dokumenty, które również Genowefa musiała podpisać. Niestety, źle trafiłam. Wprawdzie magazynier był w biurze aby od razu podpisać i oddać dokumenty do księgowości ale Genowefa jadła właśnie śniadanie. Poczekałam cierpliwie przygotowując kolejną część do podpisu. Jednakże nie chciałam jej przeszkadzać i jej przemęczać (20min do wyjścia - na pewno nie zdążyłaby) więc podpisałam za nią.
Kiedy zebrałam całą wyprodukowaną "makulaturę" dla księgowości chciałam ją zanieść lecz niestety Genowefa miała właśnie ochotę na papierosa więc musiałam poczekać z taką błahostką aż wróci.
Szefowa wyraziła ogromne zdziwienie, że inwentaryzacja nie była wykonana poprawnie. Chciałam przeprosić, że nie patrzyłam jak ona to robiła i nie umiałam teraz zrobić jej sama jednakże ku mojemu zdziwieniu ona nie umiała ogarnąć tego jak można to robić tak długo jak Genowefa i nie wykonać poprawnie. Być może notatki Genowefy były wybrakowane lub nieczytelne i nie doczytała jak właściwie wykonać to co robi od roku.

piątek, 2 listopada 2007

inwentaryzacja

Uważam, że środa spędzona w pracy od 5:45 do 19:20 była całkiem udana. Niestety ok. godz. 14:00 mój humor się zepsuł. w drzwiach stanęła Genowefa. Przez kilka godzin, kiedy to Genowefa starała się nawiązać ze mną rozmowę ja pracowałam w pełni skupiona nad wykonywanymi czynnościami. Ponieważ Genowefa nie zrozumiała, że nie chcę z nią rozmawiać zdesperowana założyłam słuchawki na uszy, włączyłam Kult i zaczęłam nucić pod nosem.
Genowefa miała problem z drukarką. Drukarka nie drukuje. Raczej to normalne, że gdy nie ma papieru to nie ma na czym drukować. Kolejnym problemem było jednoczesne trzymanie klawisza CTRL i klikanie lewym przyciskiem myszki (bo o ALT+F9 to już nie będę się rozpisywać).
Kiedy ja robiłam wszystko z pamięci (w końcu to już trzecia moja inwentaryzacja) Genowefa przeglądała swoje notatki. Wprawdzie pracuje tu 20 lat ale nowy program komputerowy jest dopiero od listopada 2006 roku i trudno zapamiętać wszystko i znać jego możliwości. Gdy już sił mi zabrakło by na pytania "co teraz?" odpowiadać "nie wiem, nigdy tego nie robiłam" (miałam nadzieję, że zrozumie za pierwszym razem ale chyba mam problemy z wysławianiem się i mówieniem po polsku) Genowefa powiedziała dowcip roku: "czekaj, ja myślę..."
Ugryzłam się w język (naprawdę) aby nie odpowiedzieć jej, że nie mam tyle czasu.
Gdy już stałam ubrana do wyjścia Genowefa też kończyła (choć 8h to do 22:00 powinno być) jakże miło było gdy mogłam przypomnieć jej, że nie zrobiła jeszcze jednej czynności. Dziś dowiedziałam się, że czynność tę, choć mi zabrała ok. 10 min, Genowefa robiła tylko 40 min i zdążyła na autobus do domu, który miała o 20:05.