Wczoraj odbyło się zebranie naszego działu z szefową. Przed zebraniem natomiast uzgadniałyśmy urlopy do końca roku. Od razu dostałam wolne od 22. listopada do końca roku. To bardzo oburzyło Genowefę ponieważ ona nigdy nie dostała wolnego na święta. Tym bardziej, że ona ma do "obsłużenia" aż 6 osób (pominę, że w skład wchodzą jej dzieci, mąż, ona i jej ojciec). Ja zawsze pomagałam swojej mamie, wigilia w poniedziałek po weekendzie... ale ja rozumiem, że 6 osób to dużo, ona sama... ja wszystko rozumiem^^
Ktoś głośno zapytał, czyje buty zostawiają ślady na linoleum w biurze. Nie ukrywałam, że to moje glany. I w tym momencie Genowefa się oburzyła. Bo sprzątaczki się do niej skarżą. Bo powinnam sobie kupić laczki do pracy. Gdy już miałam dość wykładu Genowefy powiedziałam, że prędzej sama będę czyścić podłogę niż zmienię obuwie.
Zebranie. Cudny wykład szefowej i... podział obowiązków. Ponieważ znam najlepiej program komputerowy, zostałam poproszona o udzielanie pomocy koleżankom z biura jeśli nie będą umiały same czegoś zrobić. Szkoda mi Genowefy. Teraz zamiast wychodzić na papierosa w takich sytuacjach, będzie zmuszona słuchać moich wskazówek aby samej następnym razem to zrobić.
Genowefa "dostała w prezencie" kontrolę płatności i windykację. Oczywiście, gdy tylko usłyszała to od razu powiedziała "ale szefowa, to się nie da". Nie żeby miała jakieś argumenty, po prostu... ona zawsze ma dużo pracy i obowiązków.
Dziś sekretarka (i kadrowa w jednym) przyniosła nową branżową książkę telefoniczną. Genowefa tuż po kolejnym śniadaniu i kolejnym papierosie usiadła przy biurku oglądając uważnie prawie każdą stronę. Zatrzymała się dłużej przy literce "L" (jak Lekarze) głośno przypominając sobie o tym, że powinna iść do dentysty. I przyznaję jej rację, była ostatnio u wielu specjalistów ale nie u dentysty.
czwartek, 15 listopada 2007
laczki, obowiązki i nowa książka telefoniczna
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz