wtorek, 30 października 2007

ojej, zepsuło się

Genowefa dziś z przejęciem szukała brakującej kolumny w wyświetlanych stanach magazynowych. Biedna nie mogła znaleźć kolumny z ceną. Ponieważ wcześniej miała poprosiła mnie o pomoc. Niestety, na mój rozum, nigdy nie mogło takowej kolumny być ponieważ nie było jej w możliwych do wyboru. Genowefa chciała abym sprawdziła u siebie. U mnie też nie było. Genowefa włączyła komputer nieobecnej Joanny, też nie było. "Ale Mariola na pewno ma!"... nie miała. Nie wiem czy zwrócić jej uwagę, że wyświetlane schematy są przypisane do konkretnego użytkownika a nie komputera? Że nie ma znaczenia czy to będzie komputer Joanny czy Marioli ważne kto się zaloguje? Przemilczałam.

poniedziałek, 29 października 2007

wolne wolne

Chciałam wziąć wolne w piątek aby na długi weekend pojechać do rodziny. Niestety, ze względu na to, że jestem sama z Genowefą wolnego nie dostałam. Jedna osoba przecież nie poradzi sobie cały dzień sama. Nie szkodzi, że jestem innego zdania. Kwestia te została przedyskutowana razem z szefową, decyzja zapadła. Nie może zostać jedna osoba sama przez cały dzień, Dorota nie może pomóc na sprzedaży, wolne dostanę jak wróci z urlopu kierowniczka.
Dziś Genowefa poprosiła mnie abym nie miała nic przeciwko jak ona weźmie dzień opieki nad dzieckiem na piątek właśnie. Bo jej córka do szkoły nie idzie, poza tym są Zaduszki. Ona bardzo by chciała a ja sobie poradzę a jak sobie nie poradzę to pomoże mi Dorota no i jej bardzo zależy.
Popatrzyłam na nią jak zawsze z powagą i zastanowiłam się przez chwilę czy roześmiać się, rozpłakać czy może zapytać się gdzie zgubiła rozum. Teraz przynajmniej wiem dlaczego tak bardzo zależało jej na tym abym nie brała wolnego w piątek. Sądzę, że uczciwiej byłoby postawić sprawę od razu jasno bo czym jest moja wizyta u rodziny po 3. miesiącach i 12h w jedną stronę w porównaniu do wizyty na cmentarzu i opieką nad 8 letnią córką?

wtorek, 23 października 2007

wypoczęta

Genowefa chyba wypoczęła w dwa dni po tak nerwowym tygodniu. Tryska energią i medytuje rzadziej niż zwykle. Chyba ogranicza palenie bo nie wychodzi tak często, dopuszczam też myśl, że ja w natłoku zleceń p.t. "zrób to..." nie zauważam wszystkiego. Zdaje się też, że nie jada już śniadań o stałej porze.
Od wczoraj Genowefa jest dla mnie bardzo miła. Częstuje papierosem, robi kawę. Wydaje mi się, że to dlatego, że jakby mnie nie poczęstowała chciałabym wyjść na 10min do sklepu aby je sobie kupić. Robi kawę bo skoro już się moją częstuje... Wczoraj nawet aby zmniejszyć moje cierpienia dała mi Smektę na moje dolegliwości żołądkowe.
Dziś jednak mnie wybitnie zaskoczyła. Ponieważ mam skłonność do "śpiewania" sobie pod nosem razem z radiem poprosiłam Genowefę aby powiedziała mi gdy już nie będzie mogła wytrzymać mojego zawodzenia. Otóż... "możesz sobie śpiewać, mi to zupełnie nie przeszkadza". Teraz nie wiem, czy tak się skupia na pracy? Czy może jednak mnie lubi? Nie wiem dlaczego ale od wczoraj Genowefa jest "prawie" sympatyczna poza tym, że nadal jest definicją słowa "leser".

czwartek, 18 października 2007

grunt to zdrowie

Genowefa przeżywa tajemnicze zniknięcie 23 dokumentów z bazy. Od wczoraj przeżywa. Nie zliczę ile razy słyszałam, że będzie trzeba ręcznie wypisać 23 faktury. Wzięłam wykonanie na siebie ponieważ we wcześniejszych firmach wystawiałam po ponad 50 faktur dziennie i nie sprawiało mi to najmniejszego problemu. Od wczoraj słyszę od Genowefy co mi dobrze idzie. Dokłada mi spraw do załatwienia ze słowami "Tobie Justyna to tak dobrze idzie..." lub "Ty Justyna jesteś w tym dobra...". No ba, jasne ;)
Dziś Genowefa przeżywa zabiegi, które udało jej się załatwić. Bo nie dość, że ma płaskostopie to jeszcze jak sama zaczęła sobie masować halluksy to jej napuchły. A teraz kolana. Tu jej współczuję, sama cierpię na reumatyzm "wieku dziecięcego", który ma mi przejść w wieku dojrzewania. Genowefa jest bardzo oburzona, bo na czas zabiegów powinna mieć zwolnienie lekarskie. To już drugi raz wspomina o tym w tym tygodniu. Najpierw jej córka kaszlała co wskazywać może na to, że się rozchoruje i Genowefa będzie musiała z nią zostać. Teraz to. Jakoś tylko nie mam odwagi przyznać jej racji, że powinna iść na to L4. Z drugiej strony, wtedy naprawdę musiałabym zawiesić tego bloga... Ważne, że Genowefa dba o siebie, poświęca 10min w wannie na masaż, odżywia się zdrowo, żyje bez pośpiechu, nie przemęcza się ani fizycznie ani umysłowo...

nr komputera

Rozczaruję Was ponieważ nie do końca napiszę o Genowefie. Genowefa nadal mnie bardzo drażni, robię co mogę aby na nią nie krzyczeć.
Przed wyjściem Genowefa rozmawiała z naszym informatykiem. Miała podać nr mojego komputera. Każdy komputer ma wymalowane czarnym markerem numery. Mój sie ostał bez graffiti. Ponieważ kazano wyłączyć wszystkie komputery, Genowefa przed wyjściem kazała mi zadzwonić pod wew. nr 400 abym podała tam nr komputera z jego właściwości. Oczywiście ja laik i nie rozumieć^^ Zadzwoniłam pod wskazany nr, podałam nr dla Windowsa, podałam nazwę komputera nawet. Po 5min oddzwania do mnie pani, która to zapisywała z pytaniem "pani Justyno ale po co mi to wszystko?" ...

środa, 17 października 2007

trudna decyzja

Dziś podjęłam decyzję o przynajmniej chwilowym zawieszeniu bloga o Genowefie. Już tłumaczę skąd ta decyzja. Otóż szefowa jest na urlopie i przebywam z Genowefą sam na sam. Ponieważ Genowefa jest wybitnie irytującą osobą nie umiem zachować dystansu aby opisywać jej przygody. Drażni mnie do granic wytrzymałości jej powtarzanie się, zadawanie dziwnych pytań (również po kilka razy), dokładanie mi pracy tylko dlatego, że ona jedną czynność wykonuje 5x dłużej niż ja. Drażni mnie to, że je śniadanie przez 15min i nie wolno jej przeszkadzać a gdy ja staram się w spokoju napić kawy to ma do mnie milion pytań i uwag. Jestem już zmęczona jej leserstwem, czepianiem się tylko po to aby się przyczepić. Jestem zmęczona nią. Powinni mi płacić szkodliwe za pracę z nią powyżej 1h dziennie.
Jednak jeśli trafi się przygoda bez nerwów to z przyjemnością ją opiszę ;)

wtorek, 16 października 2007

nawał pracy

Genowefa dziś ma dużo pracy. Usłyszałam nawet "Justyna weź ty się zajmij robotą". Nie ukrywam, że dotknęło mnie to bardzo gdyż usłyszałam to tuż po tym jak odkręciłam dokumenty, których ona nie umiała. Najpierw nie umiała a potem zrzuciła to na mnie twierdząc, że ma zbyt wiele pracy aby się tym zająć. Usłyszałam to w chwili gdy wychodziła na papierosa. Tonąc w dokumentach jakie zostawiła mi do ogarnięcia na moim biurku zapytałam przyjaciela o radę:
- pytanie za milion pkt mam
- ?
- rzucic w wiesie zszywaczem czy nozyczkami?
- koniecznie nozyczki

poniedziałek, 15 października 2007

oh, ojej

Dziś pierwszy dzień urlopu kierowniczki działu. Genowefa jest strasznie zapracowana. Oczywiście wywiązała się ze swoich obowiązków idealnie. Gdy tylko przyszłam do pracy otrzymałam od niej listę zadań do wykonania. O dziwo Genowefa dziś nie medytuje. Owszem, ma czas na herbatę i papierosy ale już na medytację czasu jej braknie. Przelotem tylko spojrzy na zegarek aby głośno westchnąć "ojej, to już ta godzina". W sumie to kilka razy wzdychała na tę samą godzinę ale nie mam odwagi zwrócić jej na to uwagi.
Gdy tylko nadarzy się okazja Genowefa odrywa się od monitora by porozmawiać na tematy bliżej nieokreślone. Przedłuża rozmowy na wszelkie możliwe sposoby. Sądzę, że jest już zmęczona i szuka okazji do oderwania się od wykonywanych czynności. Czasem łapie za słuchawkę telefonu ale nim wybierze numer odkłada ją. Zapewne ma to swoje ukryte znaczenie. Mam nadzieję, ze dane mi kiedyś będzie poznać tajniki tego "rytuału".

piątek, 12 października 2007

zgryz

Genowefa przyszła dziś na 9:00. Była rano z córką u ortodonty. Strasznie to przeżywała, tak bardzo, że skłonna byłam pomyśleć, że chodzi o jej uzębienie. Było to na pewno duże wydarzenie w życiu Genowefy bo przywiozła do pracy aparat, który będzie nosiła jej córka. Nie byłoby w tym może nic dziwnego gdyby nie to, że pokazywała ten aparat każdej osobie w biurze. Zapakowany w zieloną mydelniczkę grzechotał głośno. Mi również chciała pokazać. Jednak ostatnio mam problemy z żołądkiem i widok plastiku z drucikami, który jeszcze niedawno był w buzi jej córki przyprawił mnie o mdłości. Grzecznie uprzedzając, że mnie to "troszkę" brzydzi, żeby nie powiedzieć "schowaj to bo będę rzygać".

środa, 10 października 2007

e-mail

Dla Genowefy odbieranie poczty to rytuał taki sam jak zjedzenie śniadania tuż po przyjściu z pracy. Wprawdzie poczty nie odbiera tuż po przyjściu do biura jednakże jest to ważny element jej dnia. Ponieważ firma posiada jedno konto, kopie wszystkich wiadomości trafiają do każdego. Średnio dziennie jest to ok. 100 wiadomości z czego może 10-20 nie jest spamem. Odebranie poczty zajmuje ok. 5min, ok. 10 zajmuje przejrzenie poczty wraz z czytaniem "wartościowych" wiadomości. Dzień w dzień Genowefa oddaje się tej czynności z pełnym poświęceniem.
Genowefa na swoim dysku ma fotografię produktu, którą trzeba było wysłać do klienta. Ponieważ nie wiedziała, która dokładnie to fotografia, namiętnie otwierała każde zdjęcie aby znaleźć te właściwe. Owszem, mogłam jej powiedzieć, że wyświetlając miniatury łatwiej będzie ale przyszło mi to do głowy dopiero jak już znalazła co potrzebowała. Poprosiłam ją aby wysłała email do klienta ale ku mojemu ogromnemu zdziwieniu Genowefa powiedziała, że nie umie wysłać. Gdy zdziwienie na mojej twarzy stało się tak wyraźne, że je zauważyła wytłumaczyła mi, że wysłać to może i by umiała ale nie wie jak się pisze email.

dobra rada

Genowefa odpoczywa właśnie. Nie mam pojęcia czym się zmęczyła. Z tego co widziałam przełożyła tylko kilka dokumentów wybierając te, które należało podpisać. Chyba nadal chodzi głodna, albo sądzi, że ja głodna chodzę bo zaproponowała mi masło (!). Fakt, taniej bo z krótkim terminem aczkolwiek pojąć nie mogę po co miałabym je brać. Chciałam wytłumaczyć, że te dwie sztuki co wzięłam w ubiegłym tygodniu mam do dziś prawie nie ruszone. Dowiedziałam się, że powinnam jeść masło bo jest dobre na wzrok. Wprawdzie jestem krótkowidzem ale psa przewodnika jeszcze nie potrzebuję. Doradziła mi też wynajęcie pokoju przy starszej osobie w zamian za opiekę. To wspaniałe rozwiązanie dla mnie i powinnam się nad tym poważnie zastanowić. Ewentualnie powinnam wynająć mieszkanie w bloku bo zawsze tam jest cieplej. Nadal rozmyślam nad przesłaniem i muszę przyznać, że pomimo, iż nie uważam się za opóźnioną w myśleniu to do tej pory nie wiem co autor miał na myśli.

wtorek, 9 października 2007

halo, halo Gieniu

Nie mogę się nadziwić rozmowie Genowefy z magazynierem Genowefem*.
- Gieniu?
- tu Gienia (...)
lub
- tu Gienia, zawołajcie mi Gienia (...)

Zbiegiem okoliczności od wczoraj Genowefa udziela dobrych rad odnośnie jedzenia.
Wczoraj, ze wspomnianym Genowefem, dyskutowała o śniadaniu. To, że jest to najważniejszy posiłek dnia wszyscy wiedzą doskonale. Nie wiecie natomiast, że po przyjściu do pracy należy zjeść śniadanie. Genowef starał się wytłumaczyć, że z rana są załadunki i dostawy i śniadanie powinno się zjeść przed wyjściem do pracy. Genowefa owszem przytaknęła jednakże teraz rozumiem lepiej czynności jakie wykonuje po przyjściu do pracy.
Dzisiaj rozmawiałyśmy o obiadach. Otóż syn mojej szefowej lubi przyrządzać wymyślne potrawy, którymi nie można się tak najeść jak gulaszem z ziemniakami i surówką. Na nic zdały się moje twierdzenia, że można ugotować tanio, wymyślnie i syto. Genowefa aż głos podniosła, że tak się nie da. Nie polemizowałam z nią więcej, wszak jest starsza i bardziej doświadczona. Poza tym ja nie jadam śniadań a mój obiad to raczej kolacja.
Przypomniałam sobie właśnie jak Genowefa nie mogła wyjść z podziwu, ze moja szefowa bardzo dobrze się odżywia. było to wtedy, gdy zobaczyła, że szefowa wzięła do domu biały ser. No tak, twarożek jest bardzo pożywny i zdrowy a odpowiednio przyrządzony nawet bardzo syty.

*dla potrzeb tego bloga zostało to imię utworzone

poniedziałek, 8 października 2007

piękność

Genowefa ma nową fryzurę. Tak naprawdę to ma taką samą fryzurę tylko przystrzyżoną i ciemny kolor farby. Teraz fryzura ma jakiś kształt i określony, jednolity kolor. Do tego już brwi nie rzucają się tak w oczy a pomalowane rzęsy sprawiają, że Genowefa wygląda całkiem przyzwoicie.
Minęła właśnie godzina odkąd Genowefa jest w pracy. Genowefa zjadła śniadanie, wypiła herbatę, zarejestrowała się do lekarza i zaparzyła sobie kawy.
Genowefa się nie przejmuje niczym. Dziś druga zmiana więc jeszcze dużo godzin minie zanim zacznie coś robić. Będzie musiała wypisać trzy dokumenty, każdy na trzy strony więc zbiera siły. Być może nawet, jeśli przyjedzie akwizytor, będzie musiała wypisać jeszcze jeden dokument. Rozumiem ją. Też czuję się zmęczona, to zapewne ta pogoda tak wypływa na samopoczucie. Byle do 17:00, później pełne skupienie a o 18:00 Genowefa skończy pracę.

piątek, 5 października 2007

wspomnienia

Genowefa dziś pracuje bardziej niż zwykle, bo przecież pracuje codziennie. Ja natomiast zawalona papierami nie mam za bardzo czasu na obserwacje. Przypomniałam sobie jak Genowefa przeżywała biceps Ryszarda. Bo Ryszard przyszedł w koszulce z krótkim rękawkiem i tak opięta miał na sobie tę koszulkę. "On na pewno 'pakuje'..." powiedziała Genowefa. Jak już zapewne wiecie, Genowefa wie prawie wszystko (pomińmy reklamowe "prawie").
Dziś Genowefa zaoferowała się, że zadzwoni do jednego z akwizytorów po zamówienie. Doceniam ten gest, jest to bardzo miłe zaskoczenie. Doceniam również, że przyjęte zamówienie sama wypisuje. Ja robię to samo ale nie tak jak ona. Genowefa pisze je dokładnie i powoli. Jak się zmęczy idzie na papierosa aby odpocząć. Przeglądnie gazetkę Tesco z ubiegłego roku. Czasem mówi coś do mnie ale niestety nie słucham jej. Obawiam się, ze dziś tak jak ostatnio, Genowefa na 30min przed planowanym wyjściem powie do mnie "to ja już pójdę, co tu tak będę siedziała, nie chce mi się" a ja jak ostatnio odpowiem "jasne, oczywiście".

czwartek, 4 października 2007

zaskoczenie

Genowefa wiedziała, że potrzebuję półeczki plastikowej na dokumenty. Ponieważ nie miałam czasu pójść po nią do sekretariatu Genowefa pełna poświęcenia oddała mi swoją. To nic, że owa półeczka jest pęknięta wzdłuż i w kilku miejscach jest wyłamany plastik. Doceniam, dziękuję.
Genowefa zajęła się wpinaniem dokumentów. Było tego całe 8 kartek do wpięcia. Pomimo tego, że byłam zajęta wystawianiem korekt podała mi dokument WZ z adnotacją o zwrocie towaru z poleceniem "zadzwoń, zapytaj czy oddali, bo tu pisze, że nie przyjęli, jak chłopaki dostali od Stasia to zrób korektę". No oczywiście, że tak zrobię, w końcu Genowefa jest bardzo zajęta. Jakże jednak mocno się zdziwiłam gdy Genowefa powiedziała, że widziała reklamę Tesco i że mają śliczne kurtki zimowe za 39zł. Zaraz po tych słowach weszła na stronę Tesco by sprawdzić. Chyba nie znalazła ponieważ siedzi w drugim dziale rozmawiając z Dorotą. Na marginesie dodam, że dokumenty nadal czekają na wpięcie do segregatora a rozmawiają przyciszonym głosem, zapewne poufne sprawy firmy są poruszane.

środa, 3 października 2007

leniwiec

Gdy przyszłam do pracy Genowefa właśnie spożywała śniadanie. Musiała mieć albo dużo pracy albo tak długo jadła, do pracy przyszłam na 7:00. Genowefa zaparzyła sobie herbaty a ja wyszłam zapalić papierosa. Gdy wróciłam Genowefa przeglądała się w lusterku. Nadal ma wyraziste brwi, które uniemożliwiają mi skupienie się na tym co do mnie mówi.
Dziś Genowefa robi porządki w torebce. Powoli wyciąga papierki, karteczki, notatki. Zagląda w każdą i chowa z powrotem do torby. Na biurku leżą dokumenty do wpięcia w segregator ale przecież jest dopiero po 8 więc nie ma powodów do pośpiechu.
Genowefa bardzo zaskoczyła samą siebie. Jak to człowiekowi wszystko umyka. Zapomniała wypisać coś naszej kadrowej, nawet chwilkę jej zajęło przypomnienie sobie tej sytuacji. Choć mówiłam jej jak to było musiała chwilkę pomyśleć. No tak, umknęło jej. Tyle obowiązków i rzeczy do zapamiętania. Zupełnie się jej nie dziwię.

szok

Jakże duże było moje zdziwienie kiedy Genowefa, wczoraj, pomimo spóźnienia wyszła przede mną. Biedactwo, mało brakowało a spóźniłaby się na autobus. To nic, że wyszła na ten wcześniejszy. Jak zawsze nic się nie stało.
Dziś Genowefa zaskoczyła mnie henną na brwiach. Troszkę dziwnie patrzy mi się na nią gdy nad powiekami ma dwie czarne, grube kreski ale przywyknę nim się zmyją.
Mieliśmy zebranie działu. Joanna dostała L4, jest w ciąży i już "nie ma co na nią liczyć". Zastanawiam się, czy kiedykolwiek można było na nią liczyć ale nie zajmuję tym swoich myśli. Genowefa przez całe zebranie kręciła głową. W zależności od tego o czym była mowa wyrażała swoje zdziwienie bądź aprobatę słów szefowej.
Jeden z naszych dostawców zapowiedział podwyżkę cen zakupu. Genowefa do tej pory jest w szoku. Nie zliczę ile razy pytała się mnie: "taka podwyżka, toż to szok, prawda?" Nie powiem abym się tym przejęła tak jak ona ale starałam się ze wszystkich sił zrobić przejętą minę, przytakując przy tym z rezygnacją.
Genowefa spożywa właśnie śniadanie. Biedactwo, nie mogła wcześniej ze względu na to zebranie. Moja szefowa nie ma chyba sumienia, że robi zebranie zaraz po tym jak Genowefa przychodzi do pracy. Przecież wszyscy chyba wiedzą, że śniadanie to podstawa i od tego zaczyna się dzień.
Kierowniczka mojego działu wybiera się urlop. Ponieważ na Joannę "nie ma już co liczyć" zostanę przez trzy tygodnie sam na sam z Genowefą. Obawiam się, że to może się skończyć dla mnie leczeniem u specjalisty od chorób psychicznych ale staram się zachować optymizm. Nie wiem czym Genowefa się tak podnieca. Patrząc na moje dotychczasowe doświadczenie zawodowe, to co tu się dzieje to 1/3 tego co przerobiłam w poprzednich firmach. Genowefa słabnie na myśl, że będzie w pracy kilka godzin sama. Biedna będzie musiała sama wykonywać obowiązki. To straszne, że nie będzie miała czasu ani na śniadanie ani na papierosa a herbatę będzie piła zimną. Gdy mówię, że mnie widzę problemu, że mogę być sama, dam radę chyba staję się jej wrogiem. Więc przynajmniej przytakuję, że to szok, jak ceny idą w górę.

P.S.
1. Genowefa powiedziała do mnie "kochanie"... mam się cieszyć czy panikować?
2. Założenie do pracy koszulki z martwym żółwiem i napisem "zabili mi żółwia" nie był chyba dobrym pomysłem.
3. Właśnie się dowiedziałam, że Genowefa zamieniła się ze mną dziś na zmiany bo rano na mszy była. Ciekawe czy jak będzie zimno na dworze założy na głowę moherowy beret.

poniedziałek, 1 października 2007

co by tu...

Genowefa spóźniła się dziś tylko 10min. Nie szkodzi, nic się nie stało. Jak zawsze swoim kaczym krokiem powoli poruszała się po biurze. Zaparzyła herbaty i sięgnęła po segregator wcześniej malując usta pomadką w kolorze bliżej nieokreślonym. Patrzyłam przez chwilę co robi. Zauważyłam, że wszystko co chce zrobić zostało mi wczoraj przekazane przez moją szefową. Zastanawiałam się czy jej o tym powiedzieć. Skuszona ciekawością powiedziałam. Genowefa pełna poświęcenia zapisała mi na kartce ceny trzech produktów zamówionych przez jednego z naszych klientów. Nie wiedziałam jak mam dziękować. Prawie się wzruszyłam.
Doszłam też do wniosku, że powinnam się zmienić. Genowefa wszystkie swoje obowiązki wykonuje powoli, niekoniecznie dokładnie, bez pośpiechu. Nawet pieczątkę swoja potrafi przybić w takim czasie w jakim jak stempluję cały komplet dokumentów wraz z ich podpisaniem.
Teraz natomiast się zaczęłam niepokoić gdyż minęło już 30min od kiedy jest w pracy i nie zjadła jeszcze śniadania. Jeszcze mi biedactwo zasłabnie.
Genowefa bardzo lubi być dobrze poinformowaną kobietą. Nie, nie, nie odnośnie pracy jaką ma wykonać. Gdy dzwoni telefon u kogoś innego sama nie wstanie odebrać lecz gdy tylko odłożę słuchawkę od razu chce wiedzieć kto to dzwonił. Rozumiem, że gdy z nią dzwoniący chce rozmawiać to chciałaby wiedzieć kto ale nie, Genowefa chce wiedzieć wszystko. O wszystkim również lubi informować. Ostatnio powiedziała koleżance Joannie, że pod jej nieobecność moja poprzedniczka zobaczyła u niej w szufladzie odcinek z wypłaty. Moja poprzedniczka zdenerwowała się, że Joanna dostała większą premię niż ona. Genowefa dokładnie to pamiętała. Katarzyna z tych nerwów poszła aż na zwolnienie lekarskie. Pierwsze od kiedy zaszła w ciążę. Tak, Genowefa pamięta to jakby to wczoraj było. Aczkolwiek nie mogła sobie przypomnieć jaki to był miesiąc. Dodam tylko na marginesie, że u nas w firmie premie są płacone kwartalnie. Joanna bardzo się zbulwersowała, że ktoś jej szperał w szufladzie. Tłumaczyła, że nigdy nie miała wysokiej premii. Ponieważ Joanna jest w ciąży, Genowefa stwierdziła, że nie powinna się denerwować. Tak, Genowefa ma głowę pełną dobrych rad.
Genowefa wczoraj przesadzała kwiatki. Dwa tygodnie się do tego zbierała. Teraz cierpi bo nie może doczyścić paznokci. Mniemam, że to będzie tematem przewodnim dzisiejszego dnia.