poniedziałek, 31 grudnia 2007

ostatni

Ostatni dzień roku dane mi jest spędzić z Genowefą. Pierwszy dzień po urlopie, wypoczęta, przychodzę do pracy i ... trauma! II zmiana z Genowefą. Zakończenie miesiąca z Genowefą!!!
Nie pomyliłam się zakładając, że gdy ja będę kończyła papierologię to ona będzie na samym początku tej produkcji... Chciałam się rozpłakać ale poczekam jeszcze godzinę. Potem ubiorę się, wyjdę i zostawię Genowefę samą, by na spokojnie robiła przez kolejne 2h to co ja zrobiłam w 45min :D Nie sądzę aby to zmęczyło Genowefę, ponieważ jeszcze nic produktywnego nie zrobiła... no może poza zjedzeniem 1/3 placka jabłkowego co w jej tempie jedzenia daje milion machnięć łyżeczką a to może zmęczyć nawet Pudziana^^
Pozdro od Gieni all xD

wtorek, 18 grudnia 2007

czy ja mam coś na twarzy?

Genowefa weszła do biura jak zawsze. Kaczym krokiem, bujając się lekko raz na prawo, raz na lewo. Przyznam, że w ubraniach córki wygląda dużo lepiej niż we własnych. Mam nadzieję, że jej córka nie nosi jej ubrań, sama Genowefa dziwnie w nich wygląda a co dopiero młoda dziewczyna.
Miałam przyjemność poznać siostrę Genowefy. Genowefa od razu powiedziała, że jest od niej młodsza. Dobrze, że powiedziała, bo po wyglądzie nie domyśliłabym się.
Wszyscy dziś patrzyli na nią na tyle dziwnie, że w pewnym momencie zapytała się mnie, kończąc zerkanie w lusterko, czy coś ma na twarzy. Muszę pisać, że standardowo odpowiedziałam "nie wiem"?

czwartek, 13 grudnia 2007

day off

Mając do wyboru 6-7h z Genowefę lub 9h samej wybrałam tę drugą opcję...
Czy ktoś to w ogóle jeszcze czyta? :/

środa, 12 grudnia 2007

Genowefa nie tylko zadziwia ale i zapiera dech w piersiach. Dziś usłyszałam jak mówiła do szefowej, że kazano jej sprawdzić płatności a dokładnie "liderka" mojego działu jej kazała... nie wiem czy pamiętacie ale szefowa przydzieliła jej to w ramach podziału obowiązków. Mi nie trzeba "kazać" robić tego co do moich obowiązków należy.
Wychodząc (z polecenia szefowej) na magazyn, Genowefa nie zapomniała przekazać mi co mam za nią zrobić. Cóż za rozczarowanie... nie zrobiłam nic, w całości oddałam się swoim obowiązkom. Gdy wróciła z magazynu pokręciła się, popatrzyła w sufit i... po 30min zapytała, czy wykonałam telefon. Ależ oczywiście, że tak... ale nikt nie odbierał... Po kolejnych 15min robienia totalnego nic_konkretnego przez Genowefę nie mogłam się powstrzymać od pociągnięcia tematu dzwonienia.
- A może masz inny nr? Podaj mi jaki masz.
- Ale ja nie mam do niego nr - odpowiedziała Genowefa - w zeszycie pisze
- Patrzyłam ale nie było nic tam napisane
Genowefa sama wzięła zeszyt, wykręciła nr, nikt nie odbierał... pozostało 15 min do końca pracy, Genowefa odpoczywa...

środa, 5 grudnia 2007

inwentaryzacja

Genowefa przyszła do pracy zmęczona samą myślą, że inwentaryzacja będzie. Genowefa była bardzo zestresowana i zdenerwowana. Myliła się. Na koniec już nic nie widziała ze zmęczenia. Dodam, że owszem, spędziła cały dzień w pracy, z czego kilka godzin na czekaniu aż komisja skończy liczyć towar na magazynie. Sama wymigała się z bycia w komisji inwentaryzacyjnej twierdząc, że ma dużo pracy do zrobienia. Tylko, że liczenie zaczynaliśmy o 15:00 a ona do 14:00 już miała wszystko zrobione.

piątek, 30 listopada 2007

come back

Genowefa wróciła z L4 z nową fryzurą. Jak się później dowiedziałam, specjalnie, żeby ładnie wyglądać przed przyszłych teściów swojego syna. Wprawdzie będą się poznawać za jakiś czas ale fryzurę warto już było zrobić.
Pojawił się standardowy zestaw odpowiedzi na pytania Genowefy... jak zawsze moja odpowiedź brzmiała "nie wiem". Ale pytała (o dziwo) również o rzeczy związane z pracą i na te pytania umiałam jej odpowiedzieć.
Prawie na koniec pracy Dorota wychodząc z palarni rzuciła do mnie "Wiesia się do mnie nie odzywa bo ja do niej też nie" :D

środa, 21 listopada 2007

L4

Córka Genowefy rozchorowała się i dostała zwolnienie lekarskie, co za tym idzie Genowefa również. Cały tydzień, do środy włącznie jej nie będzie. Znowu zaryzykuję stwierdzenie, że przedłuży L4 aby nie pojawić się na inwentaryzacji, która będzie w piątek ;)

wtorek, 20 listopada 2007

make-up, make-down

Genowefa powaliła dziś wszystkich przychodząc w pełnym makijażu. Różowa czapka dodawała jej dziewczęcego uroku. Ponieważ gdy weszła w biurze byłam tylko ja, nie omieszkałam zachwycić się jej wyglądem. Wyszło na to, że jestem bardzo spostrzegawcza. No cóż... nic nie umknie mojej uwadze a już na pewno czarna kredka rozmazana dookoła oka. Dowiedziałam się też, że ja codziennie wyglądam ładnie bo zawsze się maluję. Głupio było mi zwrócić uwagę, że tak nie jest więc jak większość takich wypowiedzi skomentowałam to uśmiechem nr 5 i totalnym milczeniem.

czwartek, 15 listopada 2007

laczki, obowiązki i nowa książka telefoniczna

Wczoraj odbyło się zebranie naszego działu z szefową. Przed zebraniem natomiast uzgadniałyśmy urlopy do końca roku. Od razu dostałam wolne od 22. listopada do końca roku. To bardzo oburzyło Genowefę ponieważ ona nigdy nie dostała wolnego na święta. Tym bardziej, że ona ma do "obsłużenia" aż 6 osób (pominę, że w skład wchodzą jej dzieci, mąż, ona i jej ojciec). Ja zawsze pomagałam swojej mamie, wigilia w poniedziałek po weekendzie... ale ja rozumiem, że 6 osób to dużo, ona sama... ja wszystko rozumiem^^
Ktoś głośno zapytał, czyje buty zostawiają ślady na linoleum w biurze. Nie ukrywałam, że to moje glany. I w tym momencie Genowefa się oburzyła. Bo sprzątaczki się do niej skarżą. Bo powinnam sobie kupić laczki do pracy. Gdy już miałam dość wykładu Genowefy powiedziałam, że prędzej sama będę czyścić podłogę niż zmienię obuwie.
Zebranie. Cudny wykład szefowej i... podział obowiązków. Ponieważ znam najlepiej program komputerowy, zostałam poproszona o udzielanie pomocy koleżankom z biura jeśli nie będą umiały same czegoś zrobić. Szkoda mi Genowefy. Teraz zamiast wychodzić na papierosa w takich sytuacjach, będzie zmuszona słuchać moich wskazówek aby samej następnym razem to zrobić.
Genowefa "dostała w prezencie" kontrolę płatności i windykację. Oczywiście, gdy tylko usłyszała to od razu powiedziała "ale szefowa, to się nie da". Nie żeby miała jakieś argumenty, po prostu... ona zawsze ma dużo pracy i obowiązków.
Dziś sekretarka (i kadrowa w jednym) przyniosła nową branżową książkę telefoniczną. Genowefa tuż po kolejnym śniadaniu i kolejnym papierosie usiadła przy biurku oglądając uważnie prawie każdą stronę. Zatrzymała się dłużej przy literce "L" (jak Lekarze) głośno przypominając sobie o tym, że powinna iść do dentysty. I przyznaję jej rację, była ostatnio u wielu specjalistów ale nie u dentysty.

wtorek, 13 listopada 2007

szybki news

Genowefa pracowała nad treścią e-maila do informatyka całe 30min. Oczywiście na kartce formatu A4 pisząc jasnoniebieskim cienkopisem. Stanęła za moimi plecami z ową kartką w ręce i słowami "masz tu napisz mejla". Nawet się nie obróciłam kiedy odpowiadałam jej, że mam inne zajęcie.
Genowefa zniknęła. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam ją siedzącą przy biurku Doroty i dyktującą jej treść z kartki. Kolejne 30min.
Teraz Genowefa ma 15min do wyjścia. Oczywiście sprzątnęła z biurka i... czeka aż zegarek wskaże 13:45.

poniedziałek, 12 listopada 2007

a już myślałam, że będzie spokojnie...

Wróciłam w kilkudniowego urlopu i od razu zostałam rzucona w wir analiz "na wczoraj" i nadrabiania zaległości w dokumentach. Genowefa bardzo mi w tym pomagała.
Najpierw analizy. Genowefa stała mi za plecami i patrzyła "jak to ładnie wychodzi". Mniemam, że chciała wiedzieć jak się owe analizy wykonuje aczkolwiek patrząc przez pryzmat inwentaryzacji wątpię aby pamiętała cokolwiek gdy już usiadła przy swoim biurku.
Następnie dokumenty, które również Genowefa musiała podpisać. Niestety, źle trafiłam. Wprawdzie magazynier był w biurze aby od razu podpisać i oddać dokumenty do księgowości ale Genowefa jadła właśnie śniadanie. Poczekałam cierpliwie przygotowując kolejną część do podpisu. Jednakże nie chciałam jej przeszkadzać i jej przemęczać (20min do wyjścia - na pewno nie zdążyłaby) więc podpisałam za nią.
Kiedy zebrałam całą wyprodukowaną "makulaturę" dla księgowości chciałam ją zanieść lecz niestety Genowefa miała właśnie ochotę na papierosa więc musiałam poczekać z taką błahostką aż wróci.
Szefowa wyraziła ogromne zdziwienie, że inwentaryzacja nie była wykonana poprawnie. Chciałam przeprosić, że nie patrzyłam jak ona to robiła i nie umiałam teraz zrobić jej sama jednakże ku mojemu zdziwieniu ona nie umiała ogarnąć tego jak można to robić tak długo jak Genowefa i nie wykonać poprawnie. Być może notatki Genowefy były wybrakowane lub nieczytelne i nie doczytała jak właściwie wykonać to co robi od roku.

piątek, 2 listopada 2007

inwentaryzacja

Uważam, że środa spędzona w pracy od 5:45 do 19:20 była całkiem udana. Niestety ok. godz. 14:00 mój humor się zepsuł. w drzwiach stanęła Genowefa. Przez kilka godzin, kiedy to Genowefa starała się nawiązać ze mną rozmowę ja pracowałam w pełni skupiona nad wykonywanymi czynnościami. Ponieważ Genowefa nie zrozumiała, że nie chcę z nią rozmawiać zdesperowana założyłam słuchawki na uszy, włączyłam Kult i zaczęłam nucić pod nosem.
Genowefa miała problem z drukarką. Drukarka nie drukuje. Raczej to normalne, że gdy nie ma papieru to nie ma na czym drukować. Kolejnym problemem było jednoczesne trzymanie klawisza CTRL i klikanie lewym przyciskiem myszki (bo o ALT+F9 to już nie będę się rozpisywać).
Kiedy ja robiłam wszystko z pamięci (w końcu to już trzecia moja inwentaryzacja) Genowefa przeglądała swoje notatki. Wprawdzie pracuje tu 20 lat ale nowy program komputerowy jest dopiero od listopada 2006 roku i trudno zapamiętać wszystko i znać jego możliwości. Gdy już sił mi zabrakło by na pytania "co teraz?" odpowiadać "nie wiem, nigdy tego nie robiłam" (miałam nadzieję, że zrozumie za pierwszym razem ale chyba mam problemy z wysławianiem się i mówieniem po polsku) Genowefa powiedziała dowcip roku: "czekaj, ja myślę..."
Ugryzłam się w język (naprawdę) aby nie odpowiedzieć jej, że nie mam tyle czasu.
Gdy już stałam ubrana do wyjścia Genowefa też kończyła (choć 8h to do 22:00 powinno być) jakże miło było gdy mogłam przypomnieć jej, że nie zrobiła jeszcze jednej czynności. Dziś dowiedziałam się, że czynność tę, choć mi zabrała ok. 10 min, Genowefa robiła tylko 40 min i zdążyła na autobus do domu, który miała o 20:05.

wtorek, 30 października 2007

ojej, zepsuło się

Genowefa dziś z przejęciem szukała brakującej kolumny w wyświetlanych stanach magazynowych. Biedna nie mogła znaleźć kolumny z ceną. Ponieważ wcześniej miała poprosiła mnie o pomoc. Niestety, na mój rozum, nigdy nie mogło takowej kolumny być ponieważ nie było jej w możliwych do wyboru. Genowefa chciała abym sprawdziła u siebie. U mnie też nie było. Genowefa włączyła komputer nieobecnej Joanny, też nie było. "Ale Mariola na pewno ma!"... nie miała. Nie wiem czy zwrócić jej uwagę, że wyświetlane schematy są przypisane do konkretnego użytkownika a nie komputera? Że nie ma znaczenia czy to będzie komputer Joanny czy Marioli ważne kto się zaloguje? Przemilczałam.

poniedziałek, 29 października 2007

wolne wolne

Chciałam wziąć wolne w piątek aby na długi weekend pojechać do rodziny. Niestety, ze względu na to, że jestem sama z Genowefą wolnego nie dostałam. Jedna osoba przecież nie poradzi sobie cały dzień sama. Nie szkodzi, że jestem innego zdania. Kwestia te została przedyskutowana razem z szefową, decyzja zapadła. Nie może zostać jedna osoba sama przez cały dzień, Dorota nie może pomóc na sprzedaży, wolne dostanę jak wróci z urlopu kierowniczka.
Dziś Genowefa poprosiła mnie abym nie miała nic przeciwko jak ona weźmie dzień opieki nad dzieckiem na piątek właśnie. Bo jej córka do szkoły nie idzie, poza tym są Zaduszki. Ona bardzo by chciała a ja sobie poradzę a jak sobie nie poradzę to pomoże mi Dorota no i jej bardzo zależy.
Popatrzyłam na nią jak zawsze z powagą i zastanowiłam się przez chwilę czy roześmiać się, rozpłakać czy może zapytać się gdzie zgubiła rozum. Teraz przynajmniej wiem dlaczego tak bardzo zależało jej na tym abym nie brała wolnego w piątek. Sądzę, że uczciwiej byłoby postawić sprawę od razu jasno bo czym jest moja wizyta u rodziny po 3. miesiącach i 12h w jedną stronę w porównaniu do wizyty na cmentarzu i opieką nad 8 letnią córką?

wtorek, 23 października 2007

wypoczęta

Genowefa chyba wypoczęła w dwa dni po tak nerwowym tygodniu. Tryska energią i medytuje rzadziej niż zwykle. Chyba ogranicza palenie bo nie wychodzi tak często, dopuszczam też myśl, że ja w natłoku zleceń p.t. "zrób to..." nie zauważam wszystkiego. Zdaje się też, że nie jada już śniadań o stałej porze.
Od wczoraj Genowefa jest dla mnie bardzo miła. Częstuje papierosem, robi kawę. Wydaje mi się, że to dlatego, że jakby mnie nie poczęstowała chciałabym wyjść na 10min do sklepu aby je sobie kupić. Robi kawę bo skoro już się moją częstuje... Wczoraj nawet aby zmniejszyć moje cierpienia dała mi Smektę na moje dolegliwości żołądkowe.
Dziś jednak mnie wybitnie zaskoczyła. Ponieważ mam skłonność do "śpiewania" sobie pod nosem razem z radiem poprosiłam Genowefę aby powiedziała mi gdy już nie będzie mogła wytrzymać mojego zawodzenia. Otóż... "możesz sobie śpiewać, mi to zupełnie nie przeszkadza". Teraz nie wiem, czy tak się skupia na pracy? Czy może jednak mnie lubi? Nie wiem dlaczego ale od wczoraj Genowefa jest "prawie" sympatyczna poza tym, że nadal jest definicją słowa "leser".

czwartek, 18 października 2007

grunt to zdrowie

Genowefa przeżywa tajemnicze zniknięcie 23 dokumentów z bazy. Od wczoraj przeżywa. Nie zliczę ile razy słyszałam, że będzie trzeba ręcznie wypisać 23 faktury. Wzięłam wykonanie na siebie ponieważ we wcześniejszych firmach wystawiałam po ponad 50 faktur dziennie i nie sprawiało mi to najmniejszego problemu. Od wczoraj słyszę od Genowefy co mi dobrze idzie. Dokłada mi spraw do załatwienia ze słowami "Tobie Justyna to tak dobrze idzie..." lub "Ty Justyna jesteś w tym dobra...". No ba, jasne ;)
Dziś Genowefa przeżywa zabiegi, które udało jej się załatwić. Bo nie dość, że ma płaskostopie to jeszcze jak sama zaczęła sobie masować halluksy to jej napuchły. A teraz kolana. Tu jej współczuję, sama cierpię na reumatyzm "wieku dziecięcego", który ma mi przejść w wieku dojrzewania. Genowefa jest bardzo oburzona, bo na czas zabiegów powinna mieć zwolnienie lekarskie. To już drugi raz wspomina o tym w tym tygodniu. Najpierw jej córka kaszlała co wskazywać może na to, że się rozchoruje i Genowefa będzie musiała z nią zostać. Teraz to. Jakoś tylko nie mam odwagi przyznać jej racji, że powinna iść na to L4. Z drugiej strony, wtedy naprawdę musiałabym zawiesić tego bloga... Ważne, że Genowefa dba o siebie, poświęca 10min w wannie na masaż, odżywia się zdrowo, żyje bez pośpiechu, nie przemęcza się ani fizycznie ani umysłowo...

nr komputera

Rozczaruję Was ponieważ nie do końca napiszę o Genowefie. Genowefa nadal mnie bardzo drażni, robię co mogę aby na nią nie krzyczeć.
Przed wyjściem Genowefa rozmawiała z naszym informatykiem. Miała podać nr mojego komputera. Każdy komputer ma wymalowane czarnym markerem numery. Mój sie ostał bez graffiti. Ponieważ kazano wyłączyć wszystkie komputery, Genowefa przed wyjściem kazała mi zadzwonić pod wew. nr 400 abym podała tam nr komputera z jego właściwości. Oczywiście ja laik i nie rozumieć^^ Zadzwoniłam pod wskazany nr, podałam nr dla Windowsa, podałam nazwę komputera nawet. Po 5min oddzwania do mnie pani, która to zapisywała z pytaniem "pani Justyno ale po co mi to wszystko?" ...

środa, 17 października 2007

trudna decyzja

Dziś podjęłam decyzję o przynajmniej chwilowym zawieszeniu bloga o Genowefie. Już tłumaczę skąd ta decyzja. Otóż szefowa jest na urlopie i przebywam z Genowefą sam na sam. Ponieważ Genowefa jest wybitnie irytującą osobą nie umiem zachować dystansu aby opisywać jej przygody. Drażni mnie do granic wytrzymałości jej powtarzanie się, zadawanie dziwnych pytań (również po kilka razy), dokładanie mi pracy tylko dlatego, że ona jedną czynność wykonuje 5x dłużej niż ja. Drażni mnie to, że je śniadanie przez 15min i nie wolno jej przeszkadzać a gdy ja staram się w spokoju napić kawy to ma do mnie milion pytań i uwag. Jestem już zmęczona jej leserstwem, czepianiem się tylko po to aby się przyczepić. Jestem zmęczona nią. Powinni mi płacić szkodliwe za pracę z nią powyżej 1h dziennie.
Jednak jeśli trafi się przygoda bez nerwów to z przyjemnością ją opiszę ;)

wtorek, 16 października 2007

nawał pracy

Genowefa dziś ma dużo pracy. Usłyszałam nawet "Justyna weź ty się zajmij robotą". Nie ukrywam, że dotknęło mnie to bardzo gdyż usłyszałam to tuż po tym jak odkręciłam dokumenty, których ona nie umiała. Najpierw nie umiała a potem zrzuciła to na mnie twierdząc, że ma zbyt wiele pracy aby się tym zająć. Usłyszałam to w chwili gdy wychodziła na papierosa. Tonąc w dokumentach jakie zostawiła mi do ogarnięcia na moim biurku zapytałam przyjaciela o radę:
- pytanie za milion pkt mam
- ?
- rzucic w wiesie zszywaczem czy nozyczkami?
- koniecznie nozyczki

poniedziałek, 15 października 2007

oh, ojej

Dziś pierwszy dzień urlopu kierowniczki działu. Genowefa jest strasznie zapracowana. Oczywiście wywiązała się ze swoich obowiązków idealnie. Gdy tylko przyszłam do pracy otrzymałam od niej listę zadań do wykonania. O dziwo Genowefa dziś nie medytuje. Owszem, ma czas na herbatę i papierosy ale już na medytację czasu jej braknie. Przelotem tylko spojrzy na zegarek aby głośno westchnąć "ojej, to już ta godzina". W sumie to kilka razy wzdychała na tę samą godzinę ale nie mam odwagi zwrócić jej na to uwagi.
Gdy tylko nadarzy się okazja Genowefa odrywa się od monitora by porozmawiać na tematy bliżej nieokreślone. Przedłuża rozmowy na wszelkie możliwe sposoby. Sądzę, że jest już zmęczona i szuka okazji do oderwania się od wykonywanych czynności. Czasem łapie za słuchawkę telefonu ale nim wybierze numer odkłada ją. Zapewne ma to swoje ukryte znaczenie. Mam nadzieję, ze dane mi kiedyś będzie poznać tajniki tego "rytuału".

piątek, 12 października 2007

zgryz

Genowefa przyszła dziś na 9:00. Była rano z córką u ortodonty. Strasznie to przeżywała, tak bardzo, że skłonna byłam pomyśleć, że chodzi o jej uzębienie. Było to na pewno duże wydarzenie w życiu Genowefy bo przywiozła do pracy aparat, który będzie nosiła jej córka. Nie byłoby w tym może nic dziwnego gdyby nie to, że pokazywała ten aparat każdej osobie w biurze. Zapakowany w zieloną mydelniczkę grzechotał głośno. Mi również chciała pokazać. Jednak ostatnio mam problemy z żołądkiem i widok plastiku z drucikami, który jeszcze niedawno był w buzi jej córki przyprawił mnie o mdłości. Grzecznie uprzedzając, że mnie to "troszkę" brzydzi, żeby nie powiedzieć "schowaj to bo będę rzygać".

środa, 10 października 2007

e-mail

Dla Genowefy odbieranie poczty to rytuał taki sam jak zjedzenie śniadania tuż po przyjściu z pracy. Wprawdzie poczty nie odbiera tuż po przyjściu do biura jednakże jest to ważny element jej dnia. Ponieważ firma posiada jedno konto, kopie wszystkich wiadomości trafiają do każdego. Średnio dziennie jest to ok. 100 wiadomości z czego może 10-20 nie jest spamem. Odebranie poczty zajmuje ok. 5min, ok. 10 zajmuje przejrzenie poczty wraz z czytaniem "wartościowych" wiadomości. Dzień w dzień Genowefa oddaje się tej czynności z pełnym poświęceniem.
Genowefa na swoim dysku ma fotografię produktu, którą trzeba było wysłać do klienta. Ponieważ nie wiedziała, która dokładnie to fotografia, namiętnie otwierała każde zdjęcie aby znaleźć te właściwe. Owszem, mogłam jej powiedzieć, że wyświetlając miniatury łatwiej będzie ale przyszło mi to do głowy dopiero jak już znalazła co potrzebowała. Poprosiłam ją aby wysłała email do klienta ale ku mojemu ogromnemu zdziwieniu Genowefa powiedziała, że nie umie wysłać. Gdy zdziwienie na mojej twarzy stało się tak wyraźne, że je zauważyła wytłumaczyła mi, że wysłać to może i by umiała ale nie wie jak się pisze email.

dobra rada

Genowefa odpoczywa właśnie. Nie mam pojęcia czym się zmęczyła. Z tego co widziałam przełożyła tylko kilka dokumentów wybierając te, które należało podpisać. Chyba nadal chodzi głodna, albo sądzi, że ja głodna chodzę bo zaproponowała mi masło (!). Fakt, taniej bo z krótkim terminem aczkolwiek pojąć nie mogę po co miałabym je brać. Chciałam wytłumaczyć, że te dwie sztuki co wzięłam w ubiegłym tygodniu mam do dziś prawie nie ruszone. Dowiedziałam się, że powinnam jeść masło bo jest dobre na wzrok. Wprawdzie jestem krótkowidzem ale psa przewodnika jeszcze nie potrzebuję. Doradziła mi też wynajęcie pokoju przy starszej osobie w zamian za opiekę. To wspaniałe rozwiązanie dla mnie i powinnam się nad tym poważnie zastanowić. Ewentualnie powinnam wynająć mieszkanie w bloku bo zawsze tam jest cieplej. Nadal rozmyślam nad przesłaniem i muszę przyznać, że pomimo, iż nie uważam się za opóźnioną w myśleniu to do tej pory nie wiem co autor miał na myśli.

wtorek, 9 października 2007

halo, halo Gieniu

Nie mogę się nadziwić rozmowie Genowefy z magazynierem Genowefem*.
- Gieniu?
- tu Gienia (...)
lub
- tu Gienia, zawołajcie mi Gienia (...)

Zbiegiem okoliczności od wczoraj Genowefa udziela dobrych rad odnośnie jedzenia.
Wczoraj, ze wspomnianym Genowefem, dyskutowała o śniadaniu. To, że jest to najważniejszy posiłek dnia wszyscy wiedzą doskonale. Nie wiecie natomiast, że po przyjściu do pracy należy zjeść śniadanie. Genowef starał się wytłumaczyć, że z rana są załadunki i dostawy i śniadanie powinno się zjeść przed wyjściem do pracy. Genowefa owszem przytaknęła jednakże teraz rozumiem lepiej czynności jakie wykonuje po przyjściu do pracy.
Dzisiaj rozmawiałyśmy o obiadach. Otóż syn mojej szefowej lubi przyrządzać wymyślne potrawy, którymi nie można się tak najeść jak gulaszem z ziemniakami i surówką. Na nic zdały się moje twierdzenia, że można ugotować tanio, wymyślnie i syto. Genowefa aż głos podniosła, że tak się nie da. Nie polemizowałam z nią więcej, wszak jest starsza i bardziej doświadczona. Poza tym ja nie jadam śniadań a mój obiad to raczej kolacja.
Przypomniałam sobie właśnie jak Genowefa nie mogła wyjść z podziwu, ze moja szefowa bardzo dobrze się odżywia. było to wtedy, gdy zobaczyła, że szefowa wzięła do domu biały ser. No tak, twarożek jest bardzo pożywny i zdrowy a odpowiednio przyrządzony nawet bardzo syty.

*dla potrzeb tego bloga zostało to imię utworzone

poniedziałek, 8 października 2007

piękność

Genowefa ma nową fryzurę. Tak naprawdę to ma taką samą fryzurę tylko przystrzyżoną i ciemny kolor farby. Teraz fryzura ma jakiś kształt i określony, jednolity kolor. Do tego już brwi nie rzucają się tak w oczy a pomalowane rzęsy sprawiają, że Genowefa wygląda całkiem przyzwoicie.
Minęła właśnie godzina odkąd Genowefa jest w pracy. Genowefa zjadła śniadanie, wypiła herbatę, zarejestrowała się do lekarza i zaparzyła sobie kawy.
Genowefa się nie przejmuje niczym. Dziś druga zmiana więc jeszcze dużo godzin minie zanim zacznie coś robić. Będzie musiała wypisać trzy dokumenty, każdy na trzy strony więc zbiera siły. Być może nawet, jeśli przyjedzie akwizytor, będzie musiała wypisać jeszcze jeden dokument. Rozumiem ją. Też czuję się zmęczona, to zapewne ta pogoda tak wypływa na samopoczucie. Byle do 17:00, później pełne skupienie a o 18:00 Genowefa skończy pracę.

piątek, 5 października 2007

wspomnienia

Genowefa dziś pracuje bardziej niż zwykle, bo przecież pracuje codziennie. Ja natomiast zawalona papierami nie mam za bardzo czasu na obserwacje. Przypomniałam sobie jak Genowefa przeżywała biceps Ryszarda. Bo Ryszard przyszedł w koszulce z krótkim rękawkiem i tak opięta miał na sobie tę koszulkę. "On na pewno 'pakuje'..." powiedziała Genowefa. Jak już zapewne wiecie, Genowefa wie prawie wszystko (pomińmy reklamowe "prawie").
Dziś Genowefa zaoferowała się, że zadzwoni do jednego z akwizytorów po zamówienie. Doceniam ten gest, jest to bardzo miłe zaskoczenie. Doceniam również, że przyjęte zamówienie sama wypisuje. Ja robię to samo ale nie tak jak ona. Genowefa pisze je dokładnie i powoli. Jak się zmęczy idzie na papierosa aby odpocząć. Przeglądnie gazetkę Tesco z ubiegłego roku. Czasem mówi coś do mnie ale niestety nie słucham jej. Obawiam się, ze dziś tak jak ostatnio, Genowefa na 30min przed planowanym wyjściem powie do mnie "to ja już pójdę, co tu tak będę siedziała, nie chce mi się" a ja jak ostatnio odpowiem "jasne, oczywiście".

czwartek, 4 października 2007

zaskoczenie

Genowefa wiedziała, że potrzebuję półeczki plastikowej na dokumenty. Ponieważ nie miałam czasu pójść po nią do sekretariatu Genowefa pełna poświęcenia oddała mi swoją. To nic, że owa półeczka jest pęknięta wzdłuż i w kilku miejscach jest wyłamany plastik. Doceniam, dziękuję.
Genowefa zajęła się wpinaniem dokumentów. Było tego całe 8 kartek do wpięcia. Pomimo tego, że byłam zajęta wystawianiem korekt podała mi dokument WZ z adnotacją o zwrocie towaru z poleceniem "zadzwoń, zapytaj czy oddali, bo tu pisze, że nie przyjęli, jak chłopaki dostali od Stasia to zrób korektę". No oczywiście, że tak zrobię, w końcu Genowefa jest bardzo zajęta. Jakże jednak mocno się zdziwiłam gdy Genowefa powiedziała, że widziała reklamę Tesco i że mają śliczne kurtki zimowe za 39zł. Zaraz po tych słowach weszła na stronę Tesco by sprawdzić. Chyba nie znalazła ponieważ siedzi w drugim dziale rozmawiając z Dorotą. Na marginesie dodam, że dokumenty nadal czekają na wpięcie do segregatora a rozmawiają przyciszonym głosem, zapewne poufne sprawy firmy są poruszane.

środa, 3 października 2007

leniwiec

Gdy przyszłam do pracy Genowefa właśnie spożywała śniadanie. Musiała mieć albo dużo pracy albo tak długo jadła, do pracy przyszłam na 7:00. Genowefa zaparzyła sobie herbaty a ja wyszłam zapalić papierosa. Gdy wróciłam Genowefa przeglądała się w lusterku. Nadal ma wyraziste brwi, które uniemożliwiają mi skupienie się na tym co do mnie mówi.
Dziś Genowefa robi porządki w torebce. Powoli wyciąga papierki, karteczki, notatki. Zagląda w każdą i chowa z powrotem do torby. Na biurku leżą dokumenty do wpięcia w segregator ale przecież jest dopiero po 8 więc nie ma powodów do pośpiechu.
Genowefa bardzo zaskoczyła samą siebie. Jak to człowiekowi wszystko umyka. Zapomniała wypisać coś naszej kadrowej, nawet chwilkę jej zajęło przypomnienie sobie tej sytuacji. Choć mówiłam jej jak to było musiała chwilkę pomyśleć. No tak, umknęło jej. Tyle obowiązków i rzeczy do zapamiętania. Zupełnie się jej nie dziwię.

szok

Jakże duże było moje zdziwienie kiedy Genowefa, wczoraj, pomimo spóźnienia wyszła przede mną. Biedactwo, mało brakowało a spóźniłaby się na autobus. To nic, że wyszła na ten wcześniejszy. Jak zawsze nic się nie stało.
Dziś Genowefa zaskoczyła mnie henną na brwiach. Troszkę dziwnie patrzy mi się na nią gdy nad powiekami ma dwie czarne, grube kreski ale przywyknę nim się zmyją.
Mieliśmy zebranie działu. Joanna dostała L4, jest w ciąży i już "nie ma co na nią liczyć". Zastanawiam się, czy kiedykolwiek można było na nią liczyć ale nie zajmuję tym swoich myśli. Genowefa przez całe zebranie kręciła głową. W zależności od tego o czym była mowa wyrażała swoje zdziwienie bądź aprobatę słów szefowej.
Jeden z naszych dostawców zapowiedział podwyżkę cen zakupu. Genowefa do tej pory jest w szoku. Nie zliczę ile razy pytała się mnie: "taka podwyżka, toż to szok, prawda?" Nie powiem abym się tym przejęła tak jak ona ale starałam się ze wszystkich sił zrobić przejętą minę, przytakując przy tym z rezygnacją.
Genowefa spożywa właśnie śniadanie. Biedactwo, nie mogła wcześniej ze względu na to zebranie. Moja szefowa nie ma chyba sumienia, że robi zebranie zaraz po tym jak Genowefa przychodzi do pracy. Przecież wszyscy chyba wiedzą, że śniadanie to podstawa i od tego zaczyna się dzień.
Kierowniczka mojego działu wybiera się urlop. Ponieważ na Joannę "nie ma już co liczyć" zostanę przez trzy tygodnie sam na sam z Genowefą. Obawiam się, że to może się skończyć dla mnie leczeniem u specjalisty od chorób psychicznych ale staram się zachować optymizm. Nie wiem czym Genowefa się tak podnieca. Patrząc na moje dotychczasowe doświadczenie zawodowe, to co tu się dzieje to 1/3 tego co przerobiłam w poprzednich firmach. Genowefa słabnie na myśl, że będzie w pracy kilka godzin sama. Biedna będzie musiała sama wykonywać obowiązki. To straszne, że nie będzie miała czasu ani na śniadanie ani na papierosa a herbatę będzie piła zimną. Gdy mówię, że mnie widzę problemu, że mogę być sama, dam radę chyba staję się jej wrogiem. Więc przynajmniej przytakuję, że to szok, jak ceny idą w górę.

P.S.
1. Genowefa powiedziała do mnie "kochanie"... mam się cieszyć czy panikować?
2. Założenie do pracy koszulki z martwym żółwiem i napisem "zabili mi żółwia" nie był chyba dobrym pomysłem.
3. Właśnie się dowiedziałam, że Genowefa zamieniła się ze mną dziś na zmiany bo rano na mszy była. Ciekawe czy jak będzie zimno na dworze założy na głowę moherowy beret.

poniedziałek, 1 października 2007

co by tu...

Genowefa spóźniła się dziś tylko 10min. Nie szkodzi, nic się nie stało. Jak zawsze swoim kaczym krokiem powoli poruszała się po biurze. Zaparzyła herbaty i sięgnęła po segregator wcześniej malując usta pomadką w kolorze bliżej nieokreślonym. Patrzyłam przez chwilę co robi. Zauważyłam, że wszystko co chce zrobić zostało mi wczoraj przekazane przez moją szefową. Zastanawiałam się czy jej o tym powiedzieć. Skuszona ciekawością powiedziałam. Genowefa pełna poświęcenia zapisała mi na kartce ceny trzech produktów zamówionych przez jednego z naszych klientów. Nie wiedziałam jak mam dziękować. Prawie się wzruszyłam.
Doszłam też do wniosku, że powinnam się zmienić. Genowefa wszystkie swoje obowiązki wykonuje powoli, niekoniecznie dokładnie, bez pośpiechu. Nawet pieczątkę swoja potrafi przybić w takim czasie w jakim jak stempluję cały komplet dokumentów wraz z ich podpisaniem.
Teraz natomiast się zaczęłam niepokoić gdyż minęło już 30min od kiedy jest w pracy i nie zjadła jeszcze śniadania. Jeszcze mi biedactwo zasłabnie.
Genowefa bardzo lubi być dobrze poinformowaną kobietą. Nie, nie, nie odnośnie pracy jaką ma wykonać. Gdy dzwoni telefon u kogoś innego sama nie wstanie odebrać lecz gdy tylko odłożę słuchawkę od razu chce wiedzieć kto to dzwonił. Rozumiem, że gdy z nią dzwoniący chce rozmawiać to chciałaby wiedzieć kto ale nie, Genowefa chce wiedzieć wszystko. O wszystkim również lubi informować. Ostatnio powiedziała koleżance Joannie, że pod jej nieobecność moja poprzedniczka zobaczyła u niej w szufladzie odcinek z wypłaty. Moja poprzedniczka zdenerwowała się, że Joanna dostała większą premię niż ona. Genowefa dokładnie to pamiętała. Katarzyna z tych nerwów poszła aż na zwolnienie lekarskie. Pierwsze od kiedy zaszła w ciążę. Tak, Genowefa pamięta to jakby to wczoraj było. Aczkolwiek nie mogła sobie przypomnieć jaki to był miesiąc. Dodam tylko na marginesie, że u nas w firmie premie są płacone kwartalnie. Joanna bardzo się zbulwersowała, że ktoś jej szperał w szufladzie. Tłumaczyła, że nigdy nie miała wysokiej premii. Ponieważ Joanna jest w ciąży, Genowefa stwierdziła, że nie powinna się denerwować. Tak, Genowefa ma głowę pełną dobrych rad.
Genowefa wczoraj przesadzała kwiatki. Dwa tygodnie się do tego zbierała. Teraz cierpi bo nie może doczyścić paznokci. Mniemam, że to będzie tematem przewodnim dzisiejszego dnia.

środa, 26 września 2007

auć jak boli

Genowefa weszła dziś do biura z bardzo kwaśną miną. Ku memu zdziwieniu nie zaczęła robić śniadania. Usiadła przy biurku z kubkiem gorącej herbaty. "Oh, jak mnie w nocy ząb bolał" powiedziała. Podniosłam wzrok na nią starając się wyrazić współczucie. Genowefa, pełna bólu wyszła na papierosa. Po powrocie, nim usiadła przy biurku, cztery razy udało się jej powiedzieć "ale w nocy ząb mnie bolał". Siedziała chwilkę zadumana. Sięgnęła po słuchawke telefonu i zaczęła wykręcać numer do dentysty. Cóż za niefortunny zbieg okoliczności, że w pobliskiej przychodni dentysta akurat przebywa na urlopie. Jednak Genowefa nie zrezygnowała i z uporem maniaka wydzwaniała pod wszelkie możliwe numery telefonów jakie znała (a zna ich sporo, widać, że kobieta jest obrotna i ma dobrą pamięć, kto inny zapamiętałby sześć numerów różnych przychodni?). O 10:50, kiedy to wróciła z kolejnego papierosa, ubrała się oznajmiając, że postara się wrócić jak najszybciej. Genowefa udała się do stomatologa.

Zastanawiam się tylko jak to się ma do wczorajszego dnia. Otóż pod koniec mojej pracy, kiedy to juz powinnam zbliżać się do przystanku autobusowego, w 20ej minucie moich nadgodzin Genowefa udała się na papierosa (skoro Justyna jeszcze jest to pójdę zapalić). Nie przeszkadzało mi to ponieważ miałam do zrobienia korektę do faktury a w naszym rewelacyjnym programie to zajmuje trochę więcej czasu. Kiedy wróciła z papierosa (30min po planowym, moim, wyjściu z pracy) powiedziała coś co zaparło mi dech w piersiach... "tak dzisiaj dużo pracy, już mi się dziś nie chce pracować". Współczuję Genowefie, to przykre kiedy z nadmiaru pracy boli ząb.

wtorek, 25 września 2007

powrót z L4

Nie było mnie tydzień. Jakże ja tęskniłam za Genowefą. Odliczałam czas do jej przyjścia. Im bliżej było 10 tym bardziej się niecierpliwiłam. 9:55 otworzyły się drzwi działu handlowego, już miałam wstać z wrażenia... ale to tylko Anna wróciła z badań. Wyczekiwałam nadal ciesząc się, że moje biurko stoi na wprost drzwi. 10:05 serce me przepełniła radość. Kiwając się jak zawsze (nie wiem, czy to nie jest nieme poparcie dla PiS, ona naprawdę chodzi jak kaczka kiwając się z boku na bok) weszła Genowefa.

Uprzejmie zapytała o moje zdrowie. Oraz czy się wyleżałam. No cóż... nie wspomniałam o rewelacyjnym wypadzie ze znajomymi, spacerach i totalnym lenieniu się przed laptopem ;)

Genowefa wyciągnęła śniadanie. Powoli, jak zawsze nie spiesząc się. Po opróżnieniu reklamówki z jedzeniem wyszła na papierosa. Nie zajęło jej to więcej jak 10min (czas w normie). Wróciła, zaparzyła herbatę i przystąpiła do konsumpcji. Dziś na śniadanie kanapki i sałatka z pomidora. Oczywiście wszystko świeże, robione na miejscu.

Dziś II zmiana. Genowefa zapewne powzdycha przez kilka godzin. Przejmie się kilka razy. Sądzę, że dziś będzie miała całe 3 godziny pracy. Zastanawiam się co robić będzie przez pozostałe 5 ;)

czwartek, 30 sierpnia 2007

dzień kolejny, spotkanie pierwsze

Genowefa zaczyna dzień od herbaty. Na przeciw biurka kierowca czeka na wypisanie dokumentu i wyjazd w trasę. Genowefa ze stoickim spokojem wypisuje dokument popijając herbatę, którą jej zaparzyłam. Kierowca opuszcza nasze biuro. Mija 20min dzisiejszego dnia w pracy, Genowefa robi sobie śniadanie. Powoli wyciąga kanapki, kroi czerwoną paprykę, której zapach unosi się w całym biurze. Śniadanie zajmuje jej 15min po czym udaje się do palarni na papierosa. Przez 2,5 godziny Genowefa skupia swoją uwagę na wypisaniu 3 faktur. Wychodzi na godzinkę, załatwić swoje ważne sprawy. Wróciwszy po 2 godzinach, Genowefa zasiada do drugiego śniadania (a może jada w domu i jest to jej trzecie?). Dzisiejszy czas spędza na dyskutowaniu o podwyżce cen masła. Co kilka chwil pada z jej ust na przemian "ojej", "mmm", "to straszne". Genowefa też jest wyśmienitym doradcą. Słucha wszystkich rozmów i wypowiada się (mniej lub bardziej) w temacie zasłyszanych historii. Genowefa musi słyszeć wszystko i wszystko wiedzieć. Nie ważne co robi w danym momencie, pełna poświęcenia odejdzie od swoich obowiązków by wysłuchać każdego. Sądzę, że jest najlepiej poinformowaną osobą w firmie ale nie mam pewności bo nie znam jeszcze wszystkich. Genowefa jest bardzo spokojną kobietą, potrafi siedzieć długimi minutami patrząc przed siebie lub na stocznię, którą widać z okna. Dziś miała spokojny dzień, nie przemęczyła się.