Wróciłam w kilkudniowego urlopu i od razu zostałam rzucona w wir analiz "na wczoraj" i nadrabiania zaległości w dokumentach. Genowefa bardzo mi w tym pomagała.
Najpierw analizy. Genowefa stała mi za plecami i patrzyła "jak to ładnie wychodzi". Mniemam, że chciała wiedzieć jak się owe analizy wykonuje aczkolwiek patrząc przez pryzmat inwentaryzacji wątpię aby pamiętała cokolwiek gdy już usiadła przy swoim biurku.
Następnie dokumenty, które również Genowefa musiała podpisać. Niestety, źle trafiłam. Wprawdzie magazynier był w biurze aby od razu podpisać i oddać dokumenty do księgowości ale Genowefa jadła właśnie śniadanie. Poczekałam cierpliwie przygotowując kolejną część do podpisu. Jednakże nie chciałam jej przeszkadzać i jej przemęczać (20min do wyjścia - na pewno nie zdążyłaby) więc podpisałam za nią.
Kiedy zebrałam całą wyprodukowaną "makulaturę" dla księgowości chciałam ją zanieść lecz niestety Genowefa miała właśnie ochotę na papierosa więc musiałam poczekać z taką błahostką aż wróci.
Szefowa wyraziła ogromne zdziwienie, że inwentaryzacja nie była wykonana poprawnie. Chciałam przeprosić, że nie patrzyłam jak ona to robiła i nie umiałam teraz zrobić jej sama jednakże ku mojemu zdziwieniu ona nie umiała ogarnąć tego jak można to robić tak długo jak Genowefa i nie wykonać poprawnie. Być może notatki Genowefy były wybrakowane lub nieczytelne i nie doczytała jak właściwie wykonać to co robi od roku.
poniedziałek, 12 listopada 2007
a już myślałam, że będzie spokojnie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz