środa, 3 października 2007

leniwiec

Gdy przyszłam do pracy Genowefa właśnie spożywała śniadanie. Musiała mieć albo dużo pracy albo tak długo jadła, do pracy przyszłam na 7:00. Genowefa zaparzyła sobie herbaty a ja wyszłam zapalić papierosa. Gdy wróciłam Genowefa przeglądała się w lusterku. Nadal ma wyraziste brwi, które uniemożliwiają mi skupienie się na tym co do mnie mówi.
Dziś Genowefa robi porządki w torebce. Powoli wyciąga papierki, karteczki, notatki. Zagląda w każdą i chowa z powrotem do torby. Na biurku leżą dokumenty do wpięcia w segregator ale przecież jest dopiero po 8 więc nie ma powodów do pośpiechu.
Genowefa bardzo zaskoczyła samą siebie. Jak to człowiekowi wszystko umyka. Zapomniała wypisać coś naszej kadrowej, nawet chwilkę jej zajęło przypomnienie sobie tej sytuacji. Choć mówiłam jej jak to było musiała chwilkę pomyśleć. No tak, umknęło jej. Tyle obowiązków i rzeczy do zapamiętania. Zupełnie się jej nie dziwię.

Brak komentarzy: