Nie było mnie tydzień. Jakże ja tęskniłam za Genowefą. Odliczałam czas do jej przyjścia. Im bliżej było 10 tym bardziej się niecierpliwiłam. 9:55 otworzyły się drzwi działu handlowego, już miałam wstać z wrażenia... ale to tylko Anna wróciła z badań. Wyczekiwałam nadal ciesząc się, że moje biurko stoi na wprost drzwi. 10:05 serce me przepełniła radość. Kiwając się jak zawsze (nie wiem, czy to nie jest nieme poparcie dla PiS, ona naprawdę chodzi jak kaczka kiwając się z boku na bok) weszła Genowefa.
Uprzejmie zapytała o moje zdrowie. Oraz czy się wyleżałam. No cóż... nie wspomniałam o rewelacyjnym wypadzie ze znajomymi, spacerach i totalnym lenieniu się przed laptopem ;)
Genowefa wyciągnęła śniadanie. Powoli, jak zawsze nie spiesząc się. Po opróżnieniu reklamówki z jedzeniem wyszła na papierosa. Nie zajęło jej to więcej jak 10min (czas w normie). Wróciła, zaparzyła herbatę i przystąpiła do konsumpcji. Dziś na śniadanie kanapki i sałatka z pomidora. Oczywiście wszystko świeże, robione na miejscu.
Dziś II zmiana. Genowefa zapewne powzdycha przez kilka godzin. Przejmie się kilka razy. Sądzę, że dziś będzie miała całe 3 godziny pracy. Zastanawiam się co robić będzie przez pozostałe 5 ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz