piątek, 12 października 2007

zgryz

Genowefa przyszła dziś na 9:00. Była rano z córką u ortodonty. Strasznie to przeżywała, tak bardzo, że skłonna byłam pomyśleć, że chodzi o jej uzębienie. Było to na pewno duże wydarzenie w życiu Genowefy bo przywiozła do pracy aparat, który będzie nosiła jej córka. Nie byłoby w tym może nic dziwnego gdyby nie to, że pokazywała ten aparat każdej osobie w biurze. Zapakowany w zieloną mydelniczkę grzechotał głośno. Mi również chciała pokazać. Jednak ostatnio mam problemy z żołądkiem i widok plastiku z drucikami, który jeszcze niedawno był w buzi jej córki przyprawił mnie o mdłości. Grzecznie uprzedzając, że mnie to "troszkę" brzydzi, żeby nie powiedzieć "schowaj to bo będę rzygać".

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Lol... a może córka to tylko przykrywka ???? ;> Tylko głupio się jej było że ona by mogła nosić takie coś ??? :D